Imię: LúthienNazwisko: Yávëtil
Rasa: Lúthien jest rasową mroczną elfką.
Wiek: Ma około 300 lat. Jest więc stosunkowo młoda jak na elfkę. Wygląda jednak na około 24 lata.
Wygląd: Jak każdy mroczny elf jej karnacja jest inna niż u pozostałych ras. Jest po prostu szara, może ma lekko niebieskawy odcień. Niemniej jest szara. Włosy ma długie do połowy ramion i w kolorze białym. Jej cera jest nieskazitelna, jak przystało na elfkę. Jej oczy są koloru limonki i świecą lekko w ciemności, zupełnie jak u kota. Jak przystało na piękną damę, jej oczy są okolone firaną czarnych i długich rzęs.
Jak przystało na mrocznego elfa jest niska, ma jedynie 160 cm wzrostu, jest za to niezwykle zwinna i szybka. Przemieszcza się bezszelestnie, wkradnie się wszędzie, a przy tym jej ruch jest zawsze pełen swobody i elegancji. Kobieta jest piękna, można to tak krótko ująć, smukła, ale i pełna tam, gdzie kobieta pełna być powinna.
Zwykle ubiera się swobodnie, biała koszula ściśnięta pasem, spodnie zatopione nogawkami w cholewach wysokich butów na wysokim obcasie. Zawsze dodaje jej to dodatkowych pięciu centymetrów... nieprawdaż? Zwykle nosi przy sobie dwa sejmitary. Charakter: Lúthien jest kobietą pewną siebie i swoich racji, jednak to, że zwykle nie interesuje jej zazwyczaj czyjekolwiek zdanie nie oznacza, że wchodzi innym w życie w buty. Jest dość wyrafinowaną i... olaboga wyrachowaną osobą. Zwykle osiąga to, czego aktualnie chce. Jest konsekwentna ale nie nachalna.
Zwykle niezbyt towarzyska - ma to we krwi, jak większość mrocznych elfów - ale w dobrym towarzystwie i zabawie jest w stanie się rozkręcić. Choć jak wiadomo, kobieta zmienną jest. Zmienną jak pogoda. Dlatego charakter - nie definicja, wcale nie musi być zawsze taka sama. Lúthien zyskała sobie już sławę "Podwójnej Twarzy" i jest z tego tak na prawdę dumna... że potrafi wykorzystać, zakamuflować się i grać... tak długo, aż jej się znudzi.
Moce i umiejętności: Po pierwsze, Lúthien opanowała bardzo dobrze zaawansowane dziedziny magii, głównie jeśli idzie o klątwy, uroki i manipulacje umysłem. Zna się również nieco na czarnej magii, ale to całkiem typowe dla mrocznych elfów.
Poza tym jest mistrzynią fechtunku, a jej ulubionymi broniami są dwa bliźniacze sejmitary.
Lirjen stała na słabo uczęszczanej drużce, rozglądając się za swoją płócienną torbą, z niedawno zebranymi ziołami, którą odłożyła na moment by poprawić but, do którego wleciał jej kamyczek i bardzo ją uwierał. Gdy już podniosła pakunek, i wyprostowała się, poczuła że ktoś lub coś na nią wpadło. Gdy usłyszała głos, najwyraźniej kobiecy na jej ustach pojawił się uśmiech, obróciła się szybko, a jej oczom ukazała się kobieta o szarej karnacji. Lirjen W miarę sprawnie zorientowała się że jest to mroczna elfka.
OdpowiedzUsuń- Nie skąd, nic się nie stało. - Odpowiedziała z uśmiechem na ustach. - Każdemu mogło się coś takiego przytrafić. - Stwierdziła i wyciągnęła rękę w jej stronę. - Jestem Lirjen - Rzekła z ogromnym uśmiechem na ustach. Elfka nie miała problemów z poznawaniem nowych osób, była bardzo otwarta i z przyjemnością oddawała się rozmowie.
Lirjen stała wpatrując się w trochę niższą od siebie kobietę, kąciki jej ust były cały czasz podniesione do góry, elfka rzadko miała poważny czy smutny wyraz twarzy, cieszyło ją wszystko. A teraz mogła rozmawiać z jakąś nieznajoma jej elfką czy to nie wspaniałe?
OdpowiedzUsuńLirjen zabierając rękę, również się skłoniła, z uśmiechem na ustach przyjęła że rasa jej nowej znajomej ma taki zwyczaj. Przywiązała do paska płócienną torbę i znów zerknęła swoimi zielonymi oczami na kobietę.
- Raczej zielarką - odpowiedziała szybko uśmiechając się. - To moja pasja, nawet jeżeli nikt nic nie potrzebuje lubię się tym zajmować. - Wyjaśniła uśmiechając się szeroko, tak szeroko że aż można było zobaczyć jej białe zęby.
- A ty czym się zajmujesz? Co lubisz robić? - Zapytała po chwili delikatnie przekrzywiając głowę w lewą stronę.
- Tyle ile kto może dać. - Uśmiechnęła się lekko i przysłuchiwała się jej uważnie. Gdy kobieta skończyła mówić Lirjen zamyśliła się po czym wyciągnęła z kieszeni mały woreczek w którym było trochę białego proszku.
OdpowiedzUsuń- To nie zioła ale może te bule i zawroty są z osłabienia i przemęczenia. Niech się wyśpi, naje i bierze po trochu dwa razy dziennie. - Uśmiechnęła się podając jej malutki pakunek.
- Ach łowca. - Pokiwała głową i uśmiechnęła się. - Wy również jesteście potrzebni. - Powiedziała uśmiechając się. Uwarzyła że wszystko i wszyscy mają swój cel i po coś są na tym świecie.
Uśmiechnęła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- jakby mu nie przeszło to niech się do mnie zgłosi, postaram się wymyślec coś mocniejszego. Tak, tak mieszkam tu od urodzenia tylko nie było mnie przez jakiś czas. - Westchnęła.- Rodzice wysłali mnie do innej krainy podczas epidemii, niestety sami umarli. - Wzruszyła bezradnie ramionami. -Wróciła niedawno i próbuje tu ułożyć sobie życie na nowo. - Stwierdziła uśmiechając się lekko.
- A ty też tu mieszkasz? - Zaciekawiła się po chwili.
- Mieszkam na samym końcu miasta, w jednopiętrowym domu z drewna i z zielonymi okiennicami, może widziałaś? W każdym razie jeżeli nie mógł by trafić niech pyta o Lirjen myślę że każdy w mojej okolicy wskaże mu drogę. - Po tych słowach uśmiechnęła się.
OdpowiedzUsuń- Ponuro może być wszędzie, to czy tak jest zależy od istot mieszkających w danej okolicy, jeżeli my będziemy szarzy to nasze miasteczko również. - Odparła wzruszając ramionami. - Poza tym nie podobała mi się kraina do której mnie wysłali, nie odnalazła się tam. -Powiedziała cały czas delikatnie się uśmiechając.
Elfka westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Właśnie ci mówię że miasto takie jest przez osoby takie jak ty, które chodzą i tylko narzekają że jest szaro i źle a nie doszukują się tych kolorowych małych drobiazgów. - na jej ramieniu wylądowała sówka. Lirjen ja pogłaskała i uśmiechnęła się.
- Ale myśl co chcesz - Dodała po chwili i w podskokach ruszyła przed siebie.
- Znajdziesz mnie najczęściej w lasku! - krzyknęła jeszcze, biegnąc w stronę jeziora.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSzedł przed siebie, znalazł się w zupełnie nowym miejscu, rozglądał się do koła aż zobaczył niziutką elfkę o szarej karnacji. Postanowił się przywitać. Wyminą elfkę i staną naprzeciw niej, przyjrzał się kobiecie swoimi żółtymi oczami ale nic nie powiedział, stał tak.
OdpowiedzUsuńpobiegła ścieżką w swoją stronę a gdy tylko przyśpieszyła sówka zerwała się i leciał tuż nad nią. Lirjen śmiała się radośnie, rozkładając ręce i patrząc na swojego towarzysza. Można było odnieść wrażenie że elfka faktycznie m coś nie tak z głową, bo czy normalne było żeby tak się cieszyć?
OdpowiedzUsuńAi już po dwóch dniach bez słońca nie miała siły się podnieść. Leżała osłabiona w swojej kryjówce starając się przyswoić do środowiska, w którym słońca praktycznie nie było. Innego wyjścia nie widziała, była zmuszona do zamieszkania w miejscu, gdzie nikt jej nie będzie szukał. Kiedy pewnego dnia zmusiła swoje mięśnie do pracy, mogła stwierdzić iż jakoś będzie. Podczas wojny bywało przecież znacznie gorzej, a nie miała czasu na użalanie się. Musiała w końcu poznać miasto do którego przybyła i w końcu coś zjeść. Słońce słońcem, ale jeść też musiała. Z początku poruszała się po mieście w długim ciemnym płaszczu z kapturem, ale w końcu wypełzła w całej krasie. Zwracała na siebie uwagę, nie pasowała do kolorystyki tego miejsca, ale nikt nie plotkował na temat jej wyglądu i szczególnie nie interesował się jej osobą. I właśnie o to chodziło. W końcu znalazła miejsce, gdzie istoty miały do roboty inne rzeczy niż rozprawianie o jej osobie. Była szansa, że Asmodian plotki o dziewczynie o dwukolorowych oczach tu nie przywieją. Podczas jednego ze spacerów wpadła na nią mroczna elfka. Nieco ją to zaskoczyło, ale najwyraźniej obie odznaczały się tłumie. Pokiwała głową na jej słowa.
OdpowiedzUsuń- Doskonale wiem o czym mówisz, nic się nie stało. Sama mam teraz problemy z jak to powiedziałaś mgłami. - Czysta prawda, w tych "ciemnościach" była na wpół ślepa, co oczywiście było dodatkowym doświadczeniem, które może się przydać w przyszłości. Ai jak zwykle nie uśmiechała się, choć nie przybrała zwyczajowej lodowej maski. Te miejsce zbytnio jej się podobało, tak samo jak zajęte swoimi sprawami zamieszkujące je istoty.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- Tak rezyduje w tym miejscu dopiero od kilku dni. _ Przymrużyła oczy by bardziej się przyjrzeć elfce. Jej kolor skóry jej nie zaskoczył, większość Asmodian taką miała. W końcu były to istoty z krainy ciemności, graniczącej z Elyos.
OdpowiedzUsuń- No nie będzie mi się łatwo przyzwyczaić, ale pewnie z czasem mi się uda. - Nie czuła potrzeby ukrywania prawdy. Oczywiście nie poruszyła tematu słońca, ale odpuściła swoją grę aktorską. Nie wyczuwała w tym miejscu zagrożenia. Zresztą bez słońca sama przygasła, więc czuła się mniej widoczna, co doprowadziło do zmniejszenia jej codziennego stresu.
- Nazywam się Ai. - Przedstawiła się po chwili ciszy i dygnęła. Już teraz wiedziała, że pozwoli sobie na dłuższy pobyt w tym miejscu, więc dlaczego miałaby nie poznawać mieszkańców? Oczywiście miała zamiar podejść do elfki ostrożnie, jak zawsze, bo nigdy nic nie wiadomo... Dawno zresztą z nikim nie rozmawiała, nie licząc Artemisa, którego spotkała przed przybyciem do Faerim. Miało to być swoista odmianą.
- Powoli je poznaje, póki co prócz jak zauważyłaś braku słońca nic innego mi nie przeszkadza. Jest tak jak powinno być. - Rozejrzała się po mieście i ponownie utkwiła wzrok w Lúthien.
OdpowiedzUsuń- Miło mi. - Kiwnęła głową i poprawiła swoje włosy, które przy mocniejszym podmuchu przysłoniły ją niemal całą. Przy okazji sięgając do elfki. Niemal ją to rozbawiło. Włosy jej przeszkadzały, ale ścinanie ich sensu nie miało. Bardzo szybko w tym świecie jej odrastały, prawdopodobnie różnica światła w jakim teraz żyła. Na to wyglądało.
- Wybacz nie panuje nad nimi. - Złapała je i pociągnęła do siebie. - Nigdy nie widziałam jesieni. - Zastanowiła się. W Elyos były dwie pory roku, wszechobecne liliowe lato... i wieczna słoneczna zima w jego niewielkiej północnej części, skąd właśnie pochodziła Ai. - Właściwie to miałam pójść coś zjeść. Poza tym konkretnego celu tej mojej małej wyprawy nie widzę.
Jesień musiała być naprawdę bardzo ciekawa. Ale kiedy wspomniała o fioletowych wrzosach oczy Ai lekko się zaświeciły. Elyos tonął w fiolecie, koniecznie musiała kiedyś wybrać się na taką łąkę, żeby poczuć lekką namiastkę domu.
OdpowiedzUsuń- Nigdy nie miałam okazji. Jestem w tym świecie jakieś trzysta lat, ale zwykle poruszałam się po śnieżnych krainach. Jestem raczej istota lubiącą chłód. W innych miejscach bywa mi za gorąco. - Przeczesała włosy palcami. - Rzeczywiście muszę zobaczyć te wrzosy, mam duży sentyment do fioletowego koloru. - Dziewczyna wbiła wzrok w drzewko które wskazywała Elfka. Rzeczywiście powoli liście robiły się czerwone. Całkowicie ją to zaintrygowało. Wyciągnęła rękę przed siebie i mruknęła jakieś zaklęcie w nieznanym języku. Delikatny wietrzyk dobył jeden z liści i zdmuchnął do jej rąk. Dokładnie go obejrzała. Zwykle nie używała magii przy nieznajomych, ale dzisiaj najwyraźniej zrobiła sobie od dawna wyczekiwany dzień wyluzowania. Dobrze jej to zrobi i o tym wiedziała.
- Jasne prowadź. Sama w gotowaniu dobra nie jestem, więc alternatywa jaką jest tawerna wydaję mi się być... wyjątkowo kusząca. - Oczywiście dalej była na baczności, nie była przyzwyczajona do zejścia ze swojej gardy, choć było widać, że była rozluźniona i raczej w dobrym humorze, pomimo dość nieczytelnego wyrazu twarzy.
Widok pantery jej nie przeraził. Wpatrywała się chwile w zwierze, które zachwycało swoją urodą, choć kojarzyło się bardziej z ciemnością niż światłem z którego pochodziła.
OdpowiedzUsuń- Spokojnie - Machnęła ręką. Potrzeba było czegoś więcej niż pantery, żeby się przestraszyła. Szczególnie po wojnie i ciągłym bitwom z Asmodianami... i ich smokami. - Masz pięknego towarzysza. - Stwierdziła po czym jeszcze raz poprawiła włosy i stanęła bliżej Elfki.
- W takim razie prowadź... - Kamaelka ruszyła za Lúthien.
- Zabrzmiało ciekawie - Ai spojrzała na panterę jeszcze kilka razy po czym jej uwagę przykuły smakowite zapachy. Tak była głodna. Jakiś czas temu zamieniła kilka klejnotów z Elyos na złoto i srebrniki. Tak powodziło jej się w jej krainie. Była w końcu księżniczką, o czym nigdy nie wspominała, bo nie to było teraz ważne, w jej życiu. Prawdę powiedziawszy nawet nie okazywała tego, że urodziła się w rodzinie królewskiej, jednej z czterech zresztą. Nie czuła potrzeby rozgadywania tego wszystkim... inne przymioty uważała za takie, którymi warto się chwalić.
OdpowiedzUsuń- Tak... ewidentnie jestem głodna. - Powiedziała na głos do siebie i spojrzała na drewniany szyld.
- Idziesz ze mną? - Zapytała się elfki, bo w końcu nie wiedziała, czy ta tylko ja odprowadza czy dotrzyma jej towarzystwa.
Przyglądał się jej uwarzenie aż wreszcie się uśmiechną.
OdpowiedzUsuń- Witaj, przepraszam że tak się zatrzymałem ale zaskoczyła mnie twoja uroda. - Znów sobie ja obejrzał i uśmiechną się. - Masz bardzo oryginalną Cerę - Dodało po chwili gapiąc się wciąż na nią.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń